Polskie słowo drukowane

ostatni numer gazety N31 od 30-01-2014
Польська мова в Бердянську - Język Polski w Berdiańsku
reklama
nasi partnerzy
współpraca

Parafija rzymsko-katolicka w Berdiańsku

PKOT „Odrodzenie” w zabiegach mających na celu najpierw przywrócenie w mieście parafii rzymsko-katolickiej, następnie zdobycia dla niej pomieszczeń, później zaś rozpoczęcia budowy kościoła. Polscy Berdiańczycy mieli swój udział we wszystkich tych wydarzeniach, a ponadto czynnie uczestniczyli w nadaniu jej charakteru, instytucji szeroko otwartej na potrzeby całego środowiska miasta. Stali oni za powstaniem miejscowego oddziału katolickiej organizacji charytatywnej Caritas, uruchomieniem bezpłatnej pomocy lekarskiej dla potrzebujących i wieloma innymi zabiegami szeroko wykraczającymi poza ramy grupy polskiej.

Kościół w Berdiańsku do liat 30-ch

Kościół w Berdiańsku do liat 30-ch

Pomysł odbudowy parafii katolickiej w Berdiańsku nurtował środowisko polskie praktycznie od momentu powstania Towarzystwa. Z jednej strony pewna część członków, przeważnie osoby starsze, marzyła o odrodzeniu tradycji katolickich, mocno utożsamiając religijność z polskością. Z drugiej zaś wydawało się to niemożliwe z wielu powodów. Przede wszystkim nikt nie wiedział od czego zacząć, a nawet gdzie się znajduje najbliższy czynny kościół. Poza tym, musimy przyznać, że w tym specyficznym, ze względu na stopień asymilacji i akulturacji, środowisku większość nie odczuwała potrzeby uczestniczenia praktykach religijnych. I najważniejsze, w pierwszej połowie lat 90-ch XX wieku w społeczeństwie ukraińskim były i zostają do dzisiaj bardzo mocne stereotypy, związane z Kościołem Katolickim. Należało się liczyć z groźbą zlania się w jedno działalności kulturalno - oświatowej, realizowanej przez „Odrodzenie” z funkcjami religijnymi parafii. Mogło to wywołać sprzeciw tak członków – niekatolików, jak i władz miasta, które mogły zacząć utożsamiać organizację z parafią.

Dylemat ten pozostawał nierozstrzygnięty do roku 1995, kiedy to doszło do spotkania prezesa „Odrodzenia” z Biskupem Żytomierskim Janem Purwińskim i proboszczem Parafii pod wezwaniem Świętego Aleksandra w Kijowie księdzem Janem Krapanem. Uzyskano wówczas informację, że Berdiańsk należy do Diecezji Kamienieckiej, i że we wszystkich sprawach związanych z kwestiami religijnymi należy zwracać się do miejscowego Biskupa Jana Olszańskiego.

Członkowie zarządu wystosowali list do ordynariusza Diecezji Kamienieckiej, w którym deklarowali chęć odnowienia przerwanej w latach trzydziestych XX wieku działalności parafii rzymsko - katolickiej w Berdiańsku. Nikt wtedy nie wiedział, że rozpoczyna się nowy etap rozwoju wspólnoty rzymskokatolickiej w mieście, i że ten list zaowocuje jednym z najładniejszych kościołów na Ukrainie i prężnym ośrodkiem Caritas. Tymczasem jednak przez szereg miesięcy nie było żadnych wiadomości z Kurii Biskupiej. Przypadkowo wierni dowiedzieli się, że jest zgoda księdza Biskupa, i że statut parafii znajduje się w Zaporożu u miejscowego księdza - Polaka Jana Sobiły. Swoją zgode na powstanie parafii wydał on w końcu lata 1995 roku.

Posiadanie oficjalnej zgody miejscowego biskupa umożliwiło podjęcie dalszych starań, tym razem o charakterze urzędowym. Rozpoczęto zabiegi mające na celu uzyskanie zgody lokalnych władz na rejestrację Wspólnoty Religijnej Parafii Rzymsko - Katolickiej pw. Narodzenia Najświętszej Marii Panny (oficjalna nazwa), zdobyć ją trzeba było w Zaporożu, administracyjnym centrum obwodu, w którym położony jest Berdiańsk. Dyrektor Domu Polskiego w Berdiańsku, pani Teresa Krasnokucka wspomina:
Były to trudne czasy pod wieloma względami, Ukraina dopiero odzyskała niepodległość, gospodarka w ruinach, ludzie przygnębieni, bo nawet na jedzenie pieniędzy brakowało. Nie znamy i nigdzie nie możemy się dowiedzieć o swoich prawach. Sytuacja beznadziejna. Ja właśnie miałam iść do tych wszystkich urzędów po zgodę na działalność naszej parafii. A władza, to jak władza. Urzędnicy siedzą w fotelach, są panami, nawet rozmawiać ze mną nie chcą. Któryś kolejny Pan wprost w oczy mówi mi: czy są nam potrzebni tutaj katolicy? Nie wytrzymałam wtedy i powiedziałam, że nam są potrzebni. Że minęły te czasy, kiedy decydowaliście, gdzie macie nas deportować i zabijać. Myślę, że nawet nie wiedział, o co chodzi, ale papiery podpisał. Byłam dumna, że wystarczyło mi odwagi.

Obecny widok kościoła (zdjęcie W. Michajliczenki)

Obecny widok kościoła (zdjęcie W. Michajliczenki)

Początkowo reaktywowana parafia funkcjonowała bez proboszcza. Raz w miesiącu dojeżdżali duchowni z oddalonego o 200 km Zaporoża. Sytuacja taka była niekorzystna, nie było mowy o zapewnieniu „stałej opieki duchowej”, ani uzyskania stabilności struktur parafialnych. Na garstce najbardziej aktywnych działaczy parafialnych - członków „Odrodzenia” spoczywała konieczność informowania wiernych o miejscu i czasie przybycia duchownych. Dbali oni o wynajęcie pomieszczenia, gdzie miała być odprawiana msza i zapewnienie dla duchownych jakiegoś lokalu mieszkalnego. Ponieważ stałego miejsca odprawiania mszy nie było, dlatego często katolicy Berdiańska spotykali się w różnych klubach, a nawet w miejskich szkołach. Takie funkcjonowanie parafii było kosztowne i wymagało od działaczy bardzo intensywnych zabiegów mających na celu gromadzenie środków. Zdawali oni sobie, bowiem sprawę z tego, że środowisko rzymskokatolickie nie jest zamożne i trudno byłoby finansować tak funkcjonujący kościół ze składek. Wprawdzie w celu uzyskania środków finansowych Zarząd Towarzystwa sięgał po pomoc sponsorów i nigdy nie obciągał kosztami parafian, ale sytuacja ta nie była „wygodna”.

Taka sytuacja skłoniła prezesa towarzystwa Polskiego „Odrodzenie” Lecha Suchomłynowa oraz prezes Koła Lekarzy Olgę Bondarewą do rozpoczęcia starań u Biskupa Pomocniczego Diecezji Kamienieckiej, ks. Stanisława Padewskiego, o skierowanie do parafii w Berdiańsku kapłana. Zabiegi, połączone z deklaracją pomocy ze strony miejscowej Polonii, zostały uwieńczone sukcesem. Kuria biskupia oddelegowała księdza Zdzisława Zająca, który został początkowo administratorem, a od kwietnia 1998 r. proboszczem parafii w Berdiańsku.

W tym miejscu trzeba podkreślić, że na wschodzie Ukrainy (tak jak w praktyce na całym Świecie) Kościół rzymskokatolicki służy różnym narodowościom, nie tylko Polakom (o czym się często zapomina). Jego zadaniem jest – jak to określił ksiądz Z. Zając: „odnajdywanie katolików”. Zresztą tutaj katolik nie znaczy automatycznie Polak. Mimo, iż w parafii zdecydowaną większość obsady stanowią duchowni polskiego pochodzenia, nabożeństwa odprawiane są w języku rosyjskim. Niektórzy badacze uważają, że jeśli miejscowi Polacy nie mówią w języku polskim, to msza w tym języku nie jest potrzebna. Jednak zdaniem organizatorów działalności katolickiej na terenie Berdiańska używanie w Kościele języka polskiego mogłoby być jednym z czynników sprzyjających odrodzeniu czy nawet tworzeniu polskiej tożsamości na Wschodzie, oraz decydującym o stopniu zaangażowania polskiej mniejszości w praktyki religijne. Tym bardziej, że na samym początku działalności parafii w Berdiańsku istniała grupa Polaków używająca język polski.

Kwestia języka polskiego w Kościele Katolickim na Wschodzie jest często poruszana przez wielu naukowców i działaczy polskich organizacji, a często również różnych instytucji i opiniotwórczych kręgów społeczeństwa ukraińskiego. Zdarza się, że rozpropagowywane przez nich wnioski są bardzo krzywdzące tak dla Polaków jak i dla samego Kościoła. W Berdiańsku władze „Odrodzenia” od samego początku uważały, że najważniejsza jest restytucja parafii, która zapewniłaby opiekę duchową garstce katolików i pozowoli rozpocząć działalność misyjną. Język był i pozostał w tym ujęciu sprawą drugorzędną, o którą „nie warto było kruszyć przysłowiowych kopii”. Znacznie ważniejsze dla społeczności polskiej było pokazanie jak cenne i społecznie wartościowe treści może nieść w sobie funkcjonowanie parafii dla całego społeczeństwa miasta, niż upierać się przy prowadzeniu nabożeństw w języku zrozumiałym jedynie dla części zamieszkujących tu wyznawców.

To wzajemne zrozumienie jest bardzo ważne, tym bardziej, że nie zawsze i nie wszędzie tak jest. Tak opisuje to L. Suchomłynow:
U nas współpraca między Kościołem a Polonią układa się bardzo dobrze. Nie wszędzie tak się dzieje, gdyż czasem Polonia traktuje Kościół katolicki jako wyłącznie polski, a Kościół broniąc się przed tym, unika wątków polskich, narodowych, co z kolei rani Polaków czekających dziesiątki lat na Kościół i księży. U nas na szczęście nie ma tego problemu. Dobrze rozumiemy, że do Kościoła katolickiego mają takie samo prawo zarówno Polacy, jak i Ukraińcy, Rosjanie, Niemcy czy jeszcze inni.

W pierwszym okresie rolę kaplicy pełnił jeden z pokoi w wynajętym mieszkaniu. Gdy mieszkanie stało się zbyt ciasne dla rosnącej liczby wiernych, został zakupiony domek jednorodzinny, który w latach późniejszych został przekazany wspólnocie greko - katolickiej. Wkrótce jednak i on okazał się mały. Podjęto, więc decyzję o rozpoczęciu budowy kościoła. Napotykano jednak na liczne przeszkody. Najpierw z uzyskaniem miejsca, później zaczęły się protesty Cerkwi Prawosławnej Moskiewskiego Patriarchatu, pogróżki, obraźliwe artykuły w gazetach, pikiety pod urzędem miejskim. Ostatecznie 28 grudnia 2000 r. Rada Miasta wydała zgodę na rozpoczęcie budowy kościoła. Wprawdzie komunistyczni i socjalistyczni deputowani byli przeciwni budowie kościoła naprzeciwko wiecznego płomienia upamiętniającego bohaterów II wojny światowej, wprawdzie próbowano wykorzystywać hasło „Berdiańsk – miasto prawosławnych”, które wznoszono pod oknami sali obrad, a w rękach ludzi zgromadzonych pod budynkiem znajdowały się ikony, ale ostatecznie 18 głosami za, 10 przeciw i 10 wstrzymujących Rada zezwoliła na inwestycję.

Ks. proboszcz Zdzisław Zając, <br /> poświęcenie Domu Polskiego – sierpień 2006 r.

Ks. proboszcz Zdzisław Zając,
poświęcenie Domu Polskiego – sierpień 2006 r.

Współdziałanie Towarzystwa „Odrodzenie” i proboszcza nie ograniczało się tylko do powołania parafii, a później budowy kościoła. Starano się objąć wiernych, w miarę możliwości, nie tylko opieką duchową, ale również materialną. W 1998 r. przy parafii powstał gabinet pomocy medycznej prowadzony przez nieformalne jeszcze wówczas, Polonijne Koło Lekarzy. Inicjatorem była jego prezes Olga Bondarewa. Rok później opracowano projekt opieki nad chorymi oraz zaopatrzenia w leki. Pomocy finansowej i rzeczowej (choćby w postaci lekarstw, czy sprzętu medycznego) udzielają: Caritas Archidiecezji Lubelskiej (od 1999 r.), Caritas – Polska (od 2000 r.), Caritas Archidiecezji Poznańskiej (od 2001 roku).

Zapoznanie się z zasadmi i formami działalności tej znanej organizacji spowodowało podjęcie działań mających na celu stworzenie katolickiej organizacji charytatywnej Caritas – Spes - Berdiańsk, która współdziałając z lekarzami – Polakami otoczyłaby opieką osoby jej potrzebujące. W ramach tej współpracy chciano prowadzić działania charytatywne, rozdawnictwo leków, udzielanie podstawowej pomocy lekarskiej, itp. Po początkowych trudnościach, 1 października 1999 udało się zarejestrować organizację Caritas – Spes - Berdiańsk, będącą odpowiednikiem regionalnych struktur Caritas - Polska.

W 2001 roku miasto nieodpłatnie pozwoliło wykorzystać niszczejący budynek byłego przedszkola, który po dostosowaniu do nowych potrzeb miał stać się siedzibą instytucji przyparafialnej zajmującej się prowadzeniem działalności pomocowej. Od tego momentu do Centrum Miłosierdzia „Quo vadis” o pomoc zwracają się bezdomni, emeryci oraz ci, którym nie wystarcza środków do życia. Umieszczono w nim noclegownię dla bezdomnych, świetlicę dla dzieci i młodzieży, socjalne centrum pomocy dla kobiet oraz kuchnię polową. Ta ostatnia stara się wydawać przynajmniej jeden ciepły posiłek w tygodniu, aczkolwiek z powodów finansowych, nie zawsze jest to możliwe. Tymczasem potrzeby są ogromne - kuchnia potrafiła wydać 600 posiłków w przeciągu półtorej godziny… Pomocą w ich prowadzeniu służą zakonnice ze Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Klaretynek. W świetlicy dla dzieci, głównie wychowywanych przez ulicę, prowadzone są nie tylko spotkania z okazji świąt, jak przykładowo gwiazdkowe, ale także rozmawia się tu o zasadach współżycia pomiędzy ludźmi i oczywiście o zasadach wiary.

Wzajemna współpraca pomiędzy „Odrodzeniem” reprezentowanym przez chrześcijańskich członków organizacji w strukturach parafialnych nie ograniczna się jedynie do działań, które można zakwalifikować jako związane z kościołem. Zarówno księża jak i siostry zakonne przebywające na berdiańskiej parafii pomagają w działalności Domu Polskiego, a także w opiece sprawowanej przez „Odrodzenie” nad sierotami z miejscowego Domu Dziecka. Trudno dziś wyobrazić sobie uroczystości organizacyjne bez udziału polskich misjonarzy i sióstr zakonnych.

Prof .dr hab. Andrzej Bonusiak